Witajcie :)
Dzisiejszy post pokazuje, że jestem mało odporna na pokazujące się na blogach gazetki kosmetyczne :D
Kiedy tylko zobaczyłam, że w Biedronce pojawi się kremowy róż do policzków, produkowany przez znaną wszystkim firmę Bell, wiedziałam, że będzie on mój. Moje chciejstwo spowodowane było dobrymi wspomnieniami z innymi kosmetykami tej firmy. I tak wpadłam w szał zakupów ;)
Na miejscu okazało się, że nie mam pojęcia który z dostępnych dwóch
kolorów wybrać. Skusiłam się jednak na kolor nr 01 zimna malina.
Produkt znajduje się w niewielkiej tubce, mieszczącej 9 gram produktu i kupiłam go za około 7zł. Wtedy ta pojemność wydawała mi się wystarczająca, bo przecież różu w kremie używa się mało, na dodatek po wyciśnięciu z tubki kolor okazał się bardzo intensywny.
Moją reakcją było wielkie "WOW". Jak ja mam tego używać bez efektu ruskiej laleczki? Jednak w trakcie rozcierania sytuacja uległa ogromnej zmianie...
Halo, gdzie jest mój piękny róż?! Jak widać na dłoni (na twarzy niestety jeszcze gorzej uzyskać nawet taki efekt) po kolorze została niestety tylko poświata błysku i jedynie lekki kolor. A gdzie reszta? O tu:
Tak samo kończyło się przy próbach nakładania gąbką, czy pędzlem. A szkoda, mogliśmy się polubić :( Może zimą, gdy zejdzie mi opalenizna będzie nam ze sobą lepiej.
A na sam koniec muszę się Wam czymś pochwalić :D
Wizaż wybrał mnie do testów! :D
Miałyście któryś z tych produktów? Jeśli tak, to koniecznie dajcie mi znać, jak u Was się one sprawdziły.
Pozdrawiam,
Ewel :*






















